Blog:89. Słoń a I LO
Z Ubogo, Ale Chędogo
Tak długo to zajęło, ponieważ dla uzyskania dobrej noci potrzebny jest odpowiedni poziom abstrakcji, który zwykle uzyskuję, idąc gdzieś. Tak było, gdy blog powstał (patrz: nocia 1.), tak samo w przypadku 82., pewnie jeszcze jest masa przykładów, których już nie pamiętam i uważam za stratę czasu grzebanie w stercie własnych wypocin, która i tak jest tylko jednym wielkim BLOB-em (Binary Large OBject - tak ściśle to nie jest, ale co za różnica). Tym razem wracałem właśnie z BeWuA po medytacji. Było dobrze po 23, na trasie knajpa-dom oczywiście nie spotkałem zbyt wielu ludzi, bo kto by chciał o 23 w kwietniu siedzieć w parku albo iść Podgórną, Dąbka, na dodatek w zapadłym mieście, które ma tylko jedno dobre liceum i tylko jedno, z którego można kraść długopisy Parkera (niezależnie od tego, co o tym sądzi I LO).
Z Dibulcem i długopisami, a właściwie jednym, to chodzi o to, że w czwartek i piątek, w ramach X Powiatowych Targów Zawodoznawczych można było chodzić na przerwie na dużą salę gimnastyczną po chleb ze smalcem z pavulonu Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Bobolicach, po czułe słowo do II LO Koszalin, czyli nieśmiertelnego Bronka, oraz po ołówki, notesiki i gumki do I LO, czyli Dibulca. Ciągle tylko spotykałem znajomych i znajome. Ci, którzy nie byli zajęci transplantacją rąk, żeby móc brać dodatkowe garści darmowych cukierków od lamerskich pawiloniarzy, co zawsze robimy na szkolnych imprezach (wbrew pozorom nie trafiamy na nie zbyt często; jeśli już nasza 1e ma na nie wstęp, to zwykle nikomu iść się nie chce), pomagali sobie nawzajem w wykonywaniu na stosach chleba ze smalcem operacji, przede wszystkim pop (zdejmij element ze stosu kolegi i zwróć jego zawartość), ale także push (połóż na wierzchu stosu kolejne 1012 miliardów kromek i poproś kolegę, żeby pomógł ci przejść przez drzwi bez rozrywania jeszcze bardziej sufitu hali, bo po ostatnich trzeba było robić przez całe wakacje remont, który się nie udał i zamiast tego zbudowali nowe skrzydło, a nie wypada, żeby wiatr słoneczny wywiewał piłkę w czasie WF-u). Jeden chłopak z 1c został przygnieciony stertą ołówków, którą jego kolega wyniósł ze stanowiska Dibulca, na szczęście dla niego w pobliżu było sporo pomocnych kolegów z gumkami z logo I LO, którzy o mało nie starli go na pył; jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Dostałem od nich 2 gumki, 1 ołówek, parę okularów stereoskopowych i notesik, którego ktoś już zdążył użyć do rysowania w nim wieśniackich szkiców; za to musiałem wziąć się i rozwiązać quiz o tym, co oni śmią nazywać szkołą. Zgodziłem się, w myśl zasady, że należy poznać dobrze swego wroga.
Na stanowisku I LO jakiś nieszczęśliwy ktoś zostawił piękny, niebieski długopis firmy Parker. Ale że na salę dostały się niepowołane do niczego sensownego osoby z mojej klasy, musiało dojść do aktu kleptomanii (i dobrze im tak). Moja psiapsióła z ławki wszem i wobec ogłosiła swój czyn na matematyce, budząc tym niewysłowioną radość.
Abstrahując od tematu dygresji, szedłem z BeWuA do domu, a że nie dzieje się obecnie wiele interesującego, nos mi się spuścił na kwintę i tak ryłem wzrokiem po jezdni i chodnikach. Na kładce pomiędzy Podgórnymi kredą napisane było równanie: p + n = milość (wybaczcie mi chwilowy brak pedantyzmu, ale jest 1 w nocy i naprawdę chciałbym już powoli kończyć nocię i iść spać; niestety nie potrafię, bo jestem zbyt zmęczony dwoma dniami wstawania o 6 na rzecz pokłonów). Ile wynosi n, dla p równego mnie, pomyślałem, i zaraz potem w pamięci sporządziłem pierwsze wzory. Program pod tytułem 89.cpp, który miał pomóc mi to wyliczyć, szedł tak (bez obaw, nie trzeba znać C++-a, żeby Cezara rozumieć):
string m = "milosc"; // Feralna prawa strona równania int p=JA, n, x=1; // n - niewiadoma, x - zmienna pomocnicza for (int i=0; i<m.size(); i++) // Oblicz wartość wyrażenia m*i*l*o*s*c x *= m[i]; n = x - p; cout << "p + n = milosc" << endl; cout << "n = " << n << endl;
Tu n było oczywiście sporą liczbą całkowitą ze znakiem. Hm, to chyba jakaś wskazówka, pomyślałem; a może nawet wskaźnik? W takim razie potraktujemy to jako wskaźnik:
int *osoba = (int *)n; cout << "*ip = " << *ip << endl;
I co mi wyszło? Nadal nic:
karol@linux-82vp:~/Pulpit$ ./89 p + n = milosc n = -1315811756 Naruszenie ochrony pamięci
A-a-aaale jak to? Naruszenie ochrony pamięci? Czyżby komputer już o mnie zapomniał? W sumie, nie dziwię się. Przez tyle lat traktowałem swoje kolejne komputery prądem, i to sporym (bo DC > AC; nie wierzycie?). No i skąd komputer miałby mieć dostęp do mojej świadomości magazynującej, tego prywatnego obszaru pamięci oznaczonego dla niepoznaki alaja widżniana, gdzie, chcąc, nie chcąc, przechowywałem od nie mającego początku czasu swoją karmę (nic dziwnego, że się zepsuła).
Nadal nie wiem, ile wynosi n i kogo oznacza. Jeśli uważasz, że twoim adresem w mojej pamięci, Szanowny Czytelniku, może być liczba -1315811756, proszę, zgłoś się do mnie, być może za pomocą strony kontakt - już ja Cię przekonam, że się mylisz!
| Poprzedni post: 88. Pies esperantysta | 89. Słoń a I LO | Następny post: 90. Rowerem do oświecenia |
PS. Nocia miała nazywać się „Rowerem do oświecenia”, ale ponieważ nie znalazłem treści pasującej do tego tytułu, musisz się, Szanowny Czytelniku, zadowolić tym gównem. Nadal jest to jednak niezłe gówno.
