Blog:94. Tydzień mniej

Z Ubogo, Ale Chędogo

(Przekierowano z 94. Tydzień mniej)

Tydzień mniej.
Jest 8 czerwca, wtorek. Planowo zostało jeszcze (?) 12 dni nauki, w tym 2 egzaminy z instrumentów, jeden z harmonii, 2 razy po 1,5 godziny korków z fizy (na których lecimy z materiałem wyraźnie do przodu), godzina lub dwie matmy, a chińskiego i rosyjskiego ile wlezie. Poza tym, po raz pierwszy, jak dotąd, mam na koniec roku 5 z WF-u. Teraz jest już właściwie monotematycznie; wszyscy myślą już tylko o tym, z kim i co będą pić w Noc Świętojańską (ja osobiście postąpię chyba tak, jak Panna Migotka - nazrywam trochę dziwnych kwiatów, następnie spojrzę do studni i ujrzę w niej odbicie Paszczaka). Czerwiec to czas usuwania zagrożeń i upałów. Tymczasem za oknem październik, no, może od biedy początek marca. Nie wiem, ile się już tuszu wylało na próżno, żeby ponarzekać na taką pogodę, ale jak dla mnie to trochę jest jednak brzydko. W dodatku bez przerwy odczuwam dyskomfort i marzy mi się szampon i fryzjer.

Nadal wtorek. TI
Chyba muszę wprowadzić do swojego blogaska zapisy z datą, tak jak w serii o Szalonym Życiu Rudolfa Joanny Fabickiej (ISBN 83-88221-94-9; ISBN 83-89291-66-5; ISBN 83-7414-120-4 oraz ISBN 83-7414-180-8, którego jeszcze nie czytałem). Tam wszystko było opatrzone lekko rozstrzelonym zapisem w rodzaju Wtorek, 8 czerwca albo 3 godziny później. Tytułowy bohater był typowym niekochanym przez świat nastolatkiem o bardzo dziwnej rodzinie; myślę, że przy jego rodzinie nawet moja czasami wysiada, chociaż Ciotka Stacha, która wszędzie jeździ i przeżywa Niezapomniane Przygody (ukąszenie żmii; prawdopodobnie uczestnictwo w Pomarańczowej Rewolucji), albo śp. Dziadek Andrzej, który zbierał 50tki wódek i ostało się ich ponad 300 (nie interesują mnie wiadomości w rodzaju „No, Moroz, to kiedy wypijamy kolekcję miniaturek twojego dziadka” ani „Moroz, przynieś nam na jutro parę tych miniaturek, żebyśmy mogli wypić je bez ciebie”), zawzięcie bronią honoru rodziny. Czemu miałbym przecież przejmować się, tylko dlatego że moja rodzina jest ciekawa w inny sposób niż te rodzinki ze starych polskich powieści? Albo Rodzina Poszepszyńskich? Addamsi mogą się pochować.

Tak grywano drzewiej

Do końca dnia szkolnego zostało 16 minut. Na blogasku marven.fbl.pl natrafiłem na zdjęcie z tego okropnego konkursu piosenki zagranicznej, z którego tak przemyślanie w zeszły poniedziałek uciekłem. To naprawdę urocze, że nie zaprezentowałem się tam z całą klasą jak ostatni pierwszak, ba, wręcz jak ostatni gimnazjalista! Z dnia na dzień sekretariat zalewają kolejni pierwszacy z podaniami; komputer ds. rekrutacji w bibliotece szkolnej jest oczywiście nadal kompletnie nieużywany. Na koniec roku szkolnego, kiedy już mnie nie będzie martwić żadna rekrutacja, tylko czy turystów w Mielnie będzie dużo, czy będą bogaci, i czy polskie buddystki w Kucharach nadal są bardzo ładne, oni będą musieli iść na Chełmońskiego z oryginałami świadectw. Potem, kiedy ja będę śledził doświadczalnie postęp technologii w zakresie chłodzenia kegów, oni będą z zapartym tchem czekać na SMS-y z komputerowego systemu rekrutacji. Ci sami będą przez połowę wakacji emocjonować się tym, czy w Bronku jest fajnie, czy nauczyciele nie cisną, czy nauka ich nie zabije i kto im kupi alkohol, kiedy ja będę przejmować się już tylko tym, czy w roczniku '94 są jakieś ładne dupeczki. Nie będzie więcej pisania o ocenach; nie będzie więcej wywiadówek i półgodzinnych kłótni o czwórę z WOK-u. Nigdy więcej szkoły.

...a tak grają teraz

Po muzyku; przed treningiem
Kiedyś obszedłem większość koleżanek z motywującym tekstem, który zasłyszałem kiedyś na skate parku i lekko podrasowałem:
- Wiesz? Tak myślę, że twój ojciec to był chyba złodziejem...
- Nie może być? WTF zioom?
- Bo ukradł wszystkie gwiazdy z nieba i zaklął ich blask w Twoich Oczach...
Przy odpowiednio dobranym tonie wywoływało to nieznaczne salwy śmiechu lub zniecierpliwienie. Kiedyś się z tego śmiałem, a teraz co? Sam muszę kraść czas, żeby mieć chwilę na Blogaska w środku dnia.

Po lekcjach poszedłem z kolegami do parku, a potem na skate park. Następnie udałem się na akompaniament. Gdy wróciłem, zastałem stałą ekipę, grającą w butelkę na Prawdę Czy Wyzwanie. O ile sama gra jest denna i strasznie dziecinna, o tyle po podrasowaniu (A Teraz Weź Trzy Gałęzie Z Tego Krzewu I Trzykrotnie Smagnij Się Nimi Po Potylicy) jest bardzo miłą grą. Samo wykonywanie zadań nie ma już właściwie większego znaczenia oprócz przełamywania sztywnych koncepcji, i chodzi tu już tylko o krzewienie kreatywności możliwie na czysto. Dlatego właśnie gra w butelkę jest wspaniałą zabawą.

Późno już

kiedy będzie trzeba
zostanie już tylko
zapchana spamem skrzynka
zhackowane konto na nk
niewyraźne wspomnienie
cień akceptacji
ludzie zapominają po miesiącu

Tyle, jeśli chodzi o zapchaną, a jakże, nieszczęsną skrzynkę na gmailu. Chyba nadchodzi czas, żeby pozbyć się naszej-klasy.

Środa, 9 czerwca - ranek
Musiałem chyba zalać moje mate zbyt gorącą wodą, bo smakuje dokładnie tak, jak yerba mate zalane odrobinę zbyt gorącą wodą. Parzenie yerby jest moim porannym rytuałem, i zawsze, jeszcze przed 7, kiedy ostukuję bombillę do śmietnika, matka krzyczy mi ze swojego pokoju, że zaraz mnie stuknie. Dlatego ranka bez mate nie ma. Poza tym zawiera kofeinę.

Próbowałem zainstalować sobie na komórce Gadu-Gadu i to nie żadne hakerskie GG, tylko wersję Ery. Zdaje się, że musiałbym się połączyć do tego przez ichnie łącze, bo strona pobierania oznajmia mi, że nie posiadam dostatecznym uprawnień. Coś mi się wydaje, że ja posiadam dostateczne uprawnienia do ruchania tych erowych kretynów w dupę i chyba wykorzystam to przy najbliższej okazji. Będą mi tu mieć coś przeciwko kradzionemu internetowi na kradzionej komórce. Brak uprawnień to chyba jeden z nielicznych problemów z komputerem, który może się równać z Naruszeniem ochrony pamięci. Naruszenie ochrony pamięci jest błędem wykonania, który czeka nieszczęsnych programistów C++, którzy próbują na przykład wziąć z pamięci -1207270880 element tablicy (a takie numery można wygrzebać z niezdefiniowanej zmiennej całkowitej).

WOS; polski
W szkole nie ma praktycznie żadnych sieci Wi-Fi, a tym bardziej niezabezpieczonych. Na nic nie przyda mi się więc komórka, która zawiera wszystkie funkcje współczesnej telefonii komórkowej. Dlatego wykupiłem pakiet 100 MB niezłego internetu za dychę z hakiem. W życiu tego nie zużyję, chyba że na wakacjach, skoro w szkole spędzę już tylko najwyżej 11 dni, a jak znam czerwcowe dni, będzie ich jeszcze mniej. Era dorzuca do wszystkiego jeszcze kompresję danych i robi się z tego 300 MB. Musiałbym męczyć 10 MB dziennie, a już to widzę. Planuję pisanie blogaska, wrzucanie zdjęć nań oraz ściąganie e-booków z Wattpada. Przy okazji chciałbym zachęcić czytelników do uczynienia właściwego użytku ze swoich wszystkomających komórek i czytania Blogaska oraz pisania do mnie SMS-ów.

PO
Lekcja ma formułę typową dla Dni Ostatnich. Nikt nie robi nic, pani Szafoni nie ma, a w dodatku zmarnowałem prawie megabajt na ściągnięcie Gadu-Gadu, które ma jakiś dziwny certyfikat i nie daje się zainstalować. Wersja erowa nie daje się ściągnąć z powodu błędów przetwarzania żądania. Pika wczytuje się na mojej komórce w brudnopis niniejszej noci. Myślę o delikatnej zmianie formuły bloga.

Chłopcy, wzięci do noszenia ławek po dniu ciasteczkowym w intencji powodzian (- Jak Wam się powodzi? - Nie przelewa się...), do których, niestety, nie rzucilem się na ochotnika, zostali uraczeni ciastem do woli. Ech, marzenie.

Komentarze do artykułu (skomentuj)
Poprzedni post
Poprzedni post:
93. Brand new kalendarzyk UAC
94. Tydzień mniej Następny post:
95. Sam jesteś tytuł
Następny post
Komentarze do artykułu (skomentuj)
Archiwum bloga